Zabytek miesiąca – Lipiec

 .

Aloiza Zacharska-Marcolla 

z cyklu Kartki z podróży, Wiedeń – Rawenna

papier, flamaster, długopis, 70 x 50 cm, 1975 r.

dar artystki dla Muzeum Śląska Opolskiego (2011r.)

14 czerwca 2020 r. odeszła Aloiza Zacharska-Marcolla (ur. 1926), artystka związana z Opolem od 1967 roku – świetna malarka,  absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (dyplom w 1954 r. w pracowni Hanny Rudzkiej-Cybis), wieloletnia nauczycielka opolskiego liceum plastycznego. Uprawiała głównie malarstwo sztalugowe, a jej twórczość cechowało doskonałe wyczucie koloru. Zarówno w kompozycjach abstrakcyjnych, jak i malarstwie przedstawiającym chętnie posługiwała się zawężonymi, wysublimowanymi, często zgaszonymi gamami barw. Do całej jej twórczości odnieść można obserwacje, jakie w 1959 roku poczynił katowicki krytyk Alfred Ligocki:  „na uwagę zasługują (…) niezwykłe obrazy Aloizy Zacharskiej jednoczące ascetyczną prostotę układu form z bogactwem kolorów. [malarka] potrafi z szerokiej gamy barwnej wydobyć bogactwo odcieni, a (…) formy tworzą spokojne harmonijne układy”.

Była jedną z tych artystek/artystów, którzy za swoją powinność uznają studiowanie sztuki innych, zwłaszcza sztuki dawnej. Podróże były obowiązkowym elementem uzupełniającym jej wiedzę, poszerzającym artystyczne horyzonty. Wzorem dawnych twórców – szkicowała na gorąco, prowadząc rodzaj malarskich notatek z podróży po Europie. Artystka w 1975 roku wraz z mężem, również malarzem – Antonim Marcollą podróżowała do Włoch. Wyprawa do tego kraju już od czasów renesansu stanowił dla artystów z północy Europy obowiązkowy punkt malarskiej edukacji. Marcollowie podróżowali tradycyjną drogą – przez Wiedeń, a potem Toskania, Umbria i na południe – aż do Neapolu.

Wśród wielu prac przekazanych do Muzeum Śląska Opolskiego przez Aloizę Zacharską-Marcollę, obok obrazów olejnych, znajduję się cykl „Kartki z podróży”, a w nim sześć ujęć z tej włoskiej podróży włoskiej.  Prezentowana karta jest jednym z nich. Na pozostałych widzimy tylko rysunki, ta jedna jest inna. Obok szkicowych ujęć, zanotowanych w pośpiechu na niewielkich kartkach, przyklejonych później do arkusza, odnajdujemy komentarz malarki – zapis refleksji w zetknięciu z fragmentem przeszłości zaklętym w rzeźbie. Zacharska prowadzi nas w dwa miejsca – do katedry wiedeńskiej i do świątyń Rawenny, dając wspaniałą lekcję patrzenia.

W tym pierwszym miejscu jej uwagę przykuwają postacie doktorów kościoła wyrzeźbione na późnogotyckiej ambonie. Wkleja na karton szkice wiedeńskich popiersi świętych Augustyna, Grzegorza, Hieronima i Ambrożego, umieszczając obok notatkę: „Jest w  Wiedniu w katedrze św. Stefana niezwykle koronkowa gotycka ambona, a w niej wspaniałe realistyczne w wyrazie starczego ascetyzmu, niepozbawionego jednak wyrazu ludzkich namiętności – popiersia duchownych. Perłowy mrok zaciera w marmurze wiele płaszczyzn i linii wydobywając nielitościwie, a może nawet złośliwie – inne. Widzi się więc tylko to, co przyczyny zewnętrzne raczą ukazać…”.

W Rawennie, przechodząc obok  wspaniałych mozaik, szuka czegoś własnego, czegoś, co do niej przemówi. Notuje: „Dobrze jest odkrywać dzieła nieopisane, nie reprodukowane szeroko, schowane jakby w czerni znakomitych zabytków, znanych niemal powszechnie wszystkim zainteresowanym sztuką. Schowane jakby w cieniu tych głośnych i chyba nawet nie czekające na odkrycie. One po prostu trwają zgodnie ze swym przeznaczeniem – jak ta madonna z Rawenny. Jest cząstką „piety”, ale widzę tylko ją. Drewniana, o wytartej polichromii i tym naiwnie (?) oddanym wyrazie cierpienia. Ona TYLKO cierpi. Ciemno na zdjęcie, ciemno na rysowanie. Ale ten wyraz nosi się w pamięci długo. To moja Madonna z Rawenny. To moje rzeźby z Wiednia. To moja pamięć …  I to jest także istotne.”